O potrzebie (krytycznej) historii mody

Fragment ekspozycji Muzeum Miasta Nowy Jork poświęcony tragedii w Triangle Shirtwaist Factory w 1911 roku

Mija właśnie kolejna, siódma, rocznica katastrofy – zawalenia się budynku Rana Plaza w Bangladeszu. Wydaje się, że to temat bardziej dla dziennikarzy, niż historyków mody, którzy zazwyczaj zajmują się nieco odleglejszymi czasami i zagadnieniami. A jednak…

Nie chodzi bynajmniej o taką oczywistość, że zawalenie się budynku mieszczącego szwalnie to już historia. Raczej o pewien sposób myślenia. Zacznijmy od tego, w jaki sposób tragedia ta wpłynęła na nasze postrzeganie szybkiej mody oraz jej społecznych i ekologicznych kosztów. Przede wszystkim, pojawiła się świadomość problemu i jego skali. Nastąpiły też pewne realne zmiany (nawet, jeśli według wielu zbyt małe). W ostatnich dniach widoczna była też będąca pokłosiem tragedii akcja who made my clothes, która ma uświadamiać, i uświadamia, kto faktycznie tworzy noszone przez nas ubrania. Polecam zajrzeć na stronę Fashion revolution.

Dla mnie osobiście najistotniejsze jest to, że zaczęło się mówić nie tylko o tym, w jak skandalicznych warunkach pracują ludzie, ale w ogóle, że ubiory ktoś robi, że nie pojawiają się one znikąd. Najczęściej przecież nie mówi się o rzeczach – są „sety” stylizacje, widzimy zdjęcia, pokazy. A ubranie to materialna rzecz w przeciwieństwie do „abstrakcyjnej” mody. Moda mija, a rzecz zostaje. Dla firm bywa to niezwykle kłopotliwe. Zdarza się, że niesprzedane ubrania są zwyczajnie niszczone. Modę, okazuje się, sprzedać łatwiej niż ubrania. Nawiasem mówiąc ciekawie o procesie odrywania się marki od produktu opisuje Naomi Klein w swojej książce No logo. I to właśnie ubrania, wytworzone przedmioty, twardo przypominają firmom (i nam) o rzeczywistości. Bynajmniej nie jest to wirtualny obiekt, który da się wykasować czy zmienić w coś innego. Mało tego, żeby stworzyć ubranie potrzeba wiedzy, umiejętności i wysiłku. Wiadomo. Ale żeby w ogóle doszło do krojenia i szycia, musi najpierw powstać tkanina (lub dzianina). Do jej stworzenia potrzebna jest przędza, żeby zrobić przędze trzeba… tak, to wygląda na niekończącą się wyliczankę, mającą ułatwić zasypianie. Łatwiej ją więc przeskoczyć i od razu zobaczyć gotowy produkt, prawda? I dokładnie tak to wygląda. I nie mam tutaj na myśli tylko tego jak widzi to większość z nas, ale także tego, jak uczymy (się) historii mody.

W kanonie historii mody informacje o tych, którzy robią ubrania pojawiają się zaledwie sporadycznie. Jest mowa o tym, jak życie kobiet zmieniła maszyna do szycia, że mogły w domu uszyć sobie suknie. Oczywiście niektóre mogły, ale duża część musiała chałupniczo szyć ubrania za grosze, dwojąc się i trojąc, by spłacić raty za zakup tejże maszyny do szycia. Czasem pojawiają się historie o strajkach szwaczek w paryskich domach mody w okresie międzywojnia. No i współczesne krawcowe w klimatyzowanych, dobrze oświetlonych pracowniach haute couture. Nic, tylko pozazdrościć takiej pracy.

Generalnie bowiem historia mody traktowana jest najczęściej jako zbór ładnych obrazków i sukni którymi można się zainspirować. To najczęściej słyszę na własne uszy: „to źródło inspiracji”, „dobrze wiedzieć, jak się kiedyś ubierali ludzie” itp. Ale żeby nie było, nie chodzi o wyrzuty. Te niczego nie zmienią. Zwłaszcza, że jest to rodzaj błędnego koła. Historia mody jest traktowana i postrzegana jako zbiór obrazków, bo najczęściej tak właśnie jest nauczana. Gładko mkniemy od Marii Antoniny, przez Cesarzową Eugenię, aż do powojennych klientek haute couture, które rujnowały siebie lub mężów, po to by nosić piękne suknie. Naprawdę trudno nie traktować takiego zestawu tematów jak przyjemnej rozrywki, pakietu zapewniającego tak potrzebne doznania estetyczne.

Zastanawiam się, jak wyglądałaby nasza reakcja na to, co zdarzyło się w Bangladeszu, czy też byłoby to takie zaskoczenie, gdybyśmy historii mody uczyli się inaczej i na przykład na każdym kursie pojawiałaby się opowieść o tragedii w nowojorskiej fabryce, która miała miejsce w 1911 roku. Szwalnie Triangle Shirtwaist Factory, w budynku niedaleko Placu Waszyngtona (stoi do dziś), umieszczone były na 8, 9 i 10 piętrze. Ze względu na chęć zysku zamykano na przykład pracownice na klucz, by nie wychodziły na przerwę. 25 marca 1911 roku wybuchł tam pożar, a z 3 klatek przeciwpożarowych dostępna była jedna. W pożarze zginęło prawie 150 osób, głównie kobiet. Dramat rozegrał się w środku dnia, na oczach zebranego tłumu; niemal 1/3 osób zamiast zginąć w pożarze pożegnała się z życiem skacząc z okien. Brzmi dziwnie znajomo?  

Ale nie chodzi tylko o to wydarzenie. Kiedy na przykład czytam niezliczone artykuły o Gabrielle Chanel i tym jak była genialna, jak wyprzedzała swoje czasy, jakoś nie natrafiam na akapity mówiące o tym, że ta fantastyczna, godna podziwu kobieta traktowała swoich pracowników/ pracownice w okropny sposób; nie szanowała ich i bardzo kiepsko płaciła. Oczywiście nie dotyczy to tylko jej, ale ona jest w tym zakresie spektakularnym przykładem. Pomijanych historii, nawet w ramach najsłynniejszych domów mody jest sporo. Przede wszystkim z zakresu prowadzenia firm, strategii marketingowych itp.

Co wydaje ciekawe, to fakt, że obecna sytuacja, czyli pandemia koronawirusa także wyraźnie pokazuje, że moda to nie ładne obrazki czy filmiki z pokazów, ale właśnie przemysł oparty na produkcji, dystrybucji, marketingu i najważniejsze – sprzedaży.

Mówi się, że to moment, w którym trzeba przemyśleć branżę mody na nowo. Ale to jest także moment, by przyjrzeć się kanonowi historii mody. Nie chodzi o to, by historię mody przechrzcić teraz na historię gospodarczą i zanudzać słuchaczy słupkami sprzedaży. Raczej o to, by romantyczne opowieści o genialności projektantów uzupełnić realiami, pokazać faktyczną skalę zjawisk, kanały dystrybucyjne itd.  Nade wszystko potrzeba w nauczeniu historii mody więcej opowieści o samym ubiorze, o tym jak i przez kogo jest tworzony, bo przecież na strony magazynów czy na fotografie nie trafia on znikąd. Ktoś wyhodował roślinę/ zwierzę, stworzył przędzę, zaprojektował i wytkał tkaninę, ktoś wymyślił krój, ktoś inny wykonał ten ubiór, zajął się jego dostarczeniem itd.Moda też sama nie przychodzi i nie odchodzi.

Na razie jednak najczęściej mamy opowieści o genialnych, wyjątkowo uzdolnionych osobach będących nieco na bakier z rzeczywistością, które w pewnym momencie wymyślają rzecz, kolekcję zmieniającą wszystko. I nawet jeśli faktycznie mamy do czynienia z przełomami, to za nimi zawsze coś lub ktoś stoi; konkretne decyzje dotyczące właśnie sprzedaży czy dystrybucji. Mało to romantyczne, zupełnie nie sexy i do tego nijak wygląda na slajdzie w prezentacji. Ale właśnie brak tych nudnych dodatków, sprawia, że wyłącza nam się krytycyzm i zamiast o rzeczach, o zmaganiu z materią, myślimy tylko o ideach. I wszystko idzie ładnie i gładko. Więc po co to psuć? Właśnie po to, uświadomić sobie materialne aspekty związane z modą, by nauczyć krytycznego spojrzenia, zadawania trudnych pytań. Jeśli wykształcimy i wyćwiczymy ten mechanizm wobec historycznych kolekcji i projektantów, inaczej będziemy też patrzeć na to, co dzieje się dziś.

Potrzebujemy zatem historii mody nastawionej bardziej krytycznie, odsłaniającej mechanizmy działania mody, także te destrukcyjne. Taka historia mody nie musi być „miła”, nie musi być lubiana i podziwiana. Może nawet lepiej, by uwierała, powodowała dyskomfort, by ostatecznie zmuszać do myślenia. Potrzebujemy historii mody, która przywróci uwagę materialności, tej niewygodnej i uwierającej, z którą trzeba się zmagać. Jak ona jest ważna, widać to bardzo w czasach koronawirusa.

Możemy, rzecz jasna zostać też przy tym, co mamy – ładnym obrazku, w którym wszystko płynnie się układa i krynolina łagodnie przechodzi w tiurniurę. To nie grzech. Ale konsekwencją tego będzie swego rodzaju izolacja i ostatecznie marginalizacja historyków mody we współczesnym dyskursie. A głos historyków mody powinien być słyszany. Przynajmniej ja to tak widzę i czuję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s