Historia mody a design

Wnętrze żakietu, Yohji Yamamoto, ok. 1999, kolekcja Muzealne Mody

Przez lata prowadziłem wykłady zarówno z  historii sztuki jak i historii mody. Aż w ubiegłym roku akademickim dostałem do poprowadzenia historią designu. Podczas wykładów wiele zaczęło się zmieniać w mojej głowie. Pojawiające się wcześniej, sporadyczne myśli, wreszcie nabrały konkretnego kształtu i łatwo dały się wypowiedzieć.  A zatem…

Kiedy spojrzymy na kanon historii designu, od razu uwagę zwraca to, jak bardzo różni się on od kanonu historii mody. W designie na pierwszy plan wysuwa się raczej technologia, materiał/ tworzywo, a także opakowania towarów, obecności ich na rynku itp. Na zajęciach mówiłem m. in. o linii produkcyjnej Forda, zagadnieniu ergonomii, o modernistycznej kuchni frankfurckiej, o strategiach sprzedażowych, zaangażowaniu politycznym designu. Oczywiście wiele z tych zagadnień wiąże się także z ubiorem, a jednak kanon historii mody generalnie to pomija. W historii mody, tak mocno z wielu względów związanej z historią sztuki, koncentrujemy się raczej na wizualności, na liniach mody, stylach, kolorach, kształtach, kompozycjach. Najczęściej pojawia się przy tym kontekst przynależności społecznej, statusu materialnego itd. A zatem „wygląd” ubioru to jedna z najważniejszych kwestii.

W związku z tym muzea kolekcjonujące ubiór przez lata koncentrowały się na najlepszych przykładach, najwyraźniejszych w stylu strojach. Myślenie o historii mody związane było z paradygmatem „trickle down”, według którego to warstwy niższe zawsze naśladują te zamożniejsze. A zatem po co było zbierać, interesować się tym co skopiowane, zwulgaryzowane, skoro można skoncentrować się na pierwotnym produkcie – luksusowym, dopracowanym, później powielonym. Przy takim ustawionym zadaniu jasne jest, że metody związane z masową produkcją, jak i ona sama długo nie była w kręgu zainteresowań historyków mody czy muzealników. Sytuacja zaczęła się wyraźnie zmieniać w latach 70. XX wieku. Widoczne było to i w publikacjach i w muzealnych czasowych wystawach. W późniejszym okresie także w muzealnych kolekcjach. Pisałem już o tym kilka razy, więc już nie będę przytaczał szczegółów, a jedynie odeślę do tekstów tutaj czy tutaj.

Niestety te zmiany nie zachodziły wszędzie tak samo. Mimo, że jeszcze jakiś czas temu można było mieć poczucie, że coś się zmieniło, że na rynku polskim rynku wydawniczym pojawiło się naprawdę wiele książek, to jednak w większości były to biografie lub dość wąsko zarysowane tematy, bez szerokiego ujęcia. Generalnie wciąż uczymy się historii mody na książkach z lat 60. XX wieku (o tym też kiedyś pisałem, jeszcze na starym blogu). Nie chodzi o to, że są tam błędy, czy fakty zmieniły się drastycznie. Myślę raczej o sposobie postrzegania ubioru, o tym jak się o nim opowiada, jakie jego aspekty wychodzą na pierwszy plan. Nie chodzi też o krytykę autorów, bo przecież trudno, by autorzy czy autorki „przeskakiwali swoje czasy”. Jednak, jak wyżej wspomniałem, dominuje w nich opowieść o stylu i o tym, jak ubiór związany jest z pozycją społeczną. Rzecz jasna nie jest to błąd sam w sobie, bo te style się zmieniały, a status podkreślano. Ale…

Problem dziś widzę w tym taki, że ewidentnie pojawia się pewien oddolny ruch. Ludzie chcą np. lepiej rozumieć istotę fast fashion, chcą zrozumieć genezę tego zjawiska, chcą bardziej mówić o dopasowaniu ubrań do siebie, a nie do kanonów mody itp. I gdy z tymi pytaniami, z tymi problemami zwracają się do historii mody… no cóż. Nie znajdują tam za wiele. Nie uzyskują satysfakcjonującej odpowiedzi. I to jest problem, bo moim zdaniem powoduje to swego rodzaju pęknięcie. Tracą na tym wszyscy.

I dlatego właśnie przywołałem historię designu. Bo pewne elementy z niej wyciągnięte mogłyby pomóc spojrzeć na historię mody inaczej i pozwolić ją wyraźniej połączyć z dzisiejszymi problemami i funkcjonującymi paradygmatami. Myślenie wzięte z designu włącza w proces projektowy użytkowników, ich potrzeby i różnorodność. Wprowadziłoby więc to do główniej narracji inne motywy posiadania ubioru, niż tylko status (choć, powtarzam niewątpliwie miał on znaczenia). Pozwoliłoby to też zobaczyć funkcjonowanie ubiorów jako towaru na rynku.

Nade wszystko jednak – moim zdaniem – skłoniłoby to nas, by bardziej skupić się na materialności ubiorów. Bo de faco projektujemy ubiory, projektujemy rzeczy, nie modę. Oczywiście działy marketingu kreują potrzeby i projektują reklamy tak, byśmy mieli poczucie, że potrzebujemy danych rzeczy. I to jest z jeden z istotniejszych problemów, bo rzecz zaspokaja w ten sposób głównie nasze niefizycznie, a raczej psychologiczne potrzeby. I kiedy znów wróćmy do naszej historii mody… mowa jest głównie o stylach i statusie. I to zaspokajamy właśnie w pierwszej kolejności „nabywając modę”. Nie chodzi o to, by zupełnie ignorować te psychologiczne potrzeby, ale by jasno powiedzieć, gdzie z tym jesteśmy.

Taka historia mody, mocniej oparta na myśleniu o projektowaniu ubioru dałaby również szansę, by wypracować inny język do opisywania swoich ubrań. Bo dziś właśnie dominuje mówienie o stylu – a wiadomo, że styl można uzyskać w różnej jakości/ wygodzie/ cenie. Wiem, można powiedzieć, że konsumenci/ użytkownicy ubrań mogą się uczyć gdzieś indziej tego, jak patrzeć na swój ubiór, jak oceniać jego jakość, jak o nim mówić. Oczywiście to prawda. Ale znów, gdyby historia mody posługiwała się innymi kategoriami, na pewno by to pomogło.

Oczywiście nie chodzi o to, by historia mody stała się od teraz historią designu. To byłoby bez sensu, poza tym i uczenie designu ma swoje ciemniejsze strony i może zwieść na manowce (patrz: Marcin Wicha Jak przestałem kochać design).

Nie chodzi również o to, że ja wiem na pewno lepiej i teraz tak trzeba robić. To raczej wynik wątpliwości wynikających z praktyki wykładowcy, który spotyka się z różnymi pytaniami od studentów. W tej chwili te przemyślenia wypowiadam po prostu na głos.

Najważniejsze jednak jest że, jak wspomniałem, rzeczywistość zmienia się dynamicznie na naszych oczach. Jeśli więc wobec tych zmian dziedzina, którą tak lubię pozostanie taka, jaka jest, to jej dystans do współczesności bardzo się zwiększy. Wreszcie oddali się tak, że zniknie z oczu ludzi żyjących dzisiejszymi problemami. A zajmowanie się przeszłością niekoniecznie musi przecież oznaczać ucieczkę od niechcianej rzeczywistości. U mnie z pewnością tak to nie działa. Uważam zresztą, że w ogóle nie powinno to tak działać. Historia, podobnie jak i inne dziedziny powinna się aktualizować, bo w końcu jako nauka, jest uprawiana tu i teraz.

Dlatego do tematu będę wracał, i będę starał się przybliżać historię mody i pokazywać, że potrafi ona też opisywać współczesny świat. Bo też i patrząc racjonalnie historią jest już wszystko to, co zdarzyło przed obecnym dniem.  

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s