„Materializowanie” Chanel

Metka od sukni Chanel ze zbiorów MET, ok. 1928

Niedawno, 19 sierpnia, minęła kolejna rocznica urodzin Gabrielle „Coco” Chanel (1883-1971). Z tej okazji, jak to zwykle bywa, nastąpił wysyp różnego rodzaju tekstów, od facebokowych wpisów, po duże artykuły w popularnych tytułach prasowych/ internetowych. W zasadzie wszędzie można było przeczytać to samo: o tym, że wymyśliła niemal pół szafy, że była wyemancypowana, że spała z Niemcem (i nie tylko). Zakonnice, perfumy i przyjaźń z Misią dopełniają obrazu Chanel. Czy można jeszcze coś do tego dodać? Owszem.   

Powtarzane niemal jak mantra informacje o początkach jej kariery – kapeluszach, pożyczce, sklepie w Deauville, rewolucyjności zastosowania dżerseju wydają się aż tak oczywiste, że nie pobudzają do zadawania jakichkolwiek pytań. A tak naprawdę brakuje podstawowego pytania – o ubrania. No i szybko okazuje się, że w zasadzie nie znamy ubiorów Chanel z początków jej działalności. W książce Amy de la Haye i Shelley Tobin, Chanel, the couturiere at work (1994), znajdziemy co prawda ilustrację prezentującą kostium wykonany z dżerseju (s. 14), ale jest on jedynie rekonstrukcją projektu z 1917 roku, wykonaną w firmie Chanel już za czasów Karla Lagerfelda. Mało tego, jest to reprodukcja stworzona w oparciu o zachowane materiały ikonograficzne, a nie zachowaną dokumentację, gdyż przedwojenna dokumentacja firmy Chanel została zniszczona. To, co wiemy więc o przedwojennych losach firmy, jest odtwarzane na podstawie rozmaitych źródeł, a ubrania – niestety – nie zajmują czołowego miejsc na tej liście. Nie dość, że zachowały się wybiórczo, to z reguły dostęp do nich jest bardziej ograniczony niż do materiałów znajdujących się w bibliotekach czy archiwach.

Tym bardziej koniecznie trzeba wspomnieć, że w ubiegłym roku, na wystawie poświęconej kobietom i I wojnie światowej w nowojorskim Bard Graduate Center, można było zobaczyć bluzkę Chanel z 1915 roku uszytą z jedwabiu (ze zbiorów Patrimoine Chanel).

Źródło: strona internetowa wystawy

Niestety nie miałem jeszcze szansy zobaczyć jej na żywo. Widziałem jedynie zdjęcia. Niemniej bluzka na nowo rozbudza zainteresowanie wczesnym okresem działalności Chanel i prowokuje do zadawania szeregu pytań. Przede wszystkim o sposoby wykończenia, o samo szycie, o surowce. Wielokrotnie czytaliśmy, że Chanel przewrotnie proponowała zamożnym klientkom rodzaj „poor chic”. Czy do tego określenia wystarczał sam prosty fason i odpowiedni kolor? Przecież Paul Poiret też proponował naprawdę proste fasony już przed wojną. Czy wystarczał sam dżersej kojarzony z bielizną? Ale przecież dżersej mógł być też jedwabny, czyli bardziej „luksusowy”. Poza tym okazuje się (to zdradza wspomniana wystawa), że w podobnym czasie dżerseju używała również Jeanne Lanvin. A może było też coś charakterystycznego w sposobie wykańczania ubiorów Chanel? Jak zaczniemy tak myśleć, to dość szybko okaże się, że w zasadzie nie wiemy za dużo.

Znacznie lepiej kojarzona jest kolejna dekada, lata 20. Z tego czasu zachowało się też więcej rzeczy sygnowanych przez Francuzkę. Suknie czy płaszcze są w zbiorach MET, w Instytucie Ubiorów w Kyoto, w V&A Museum, w MAD w Paryżu, Palais Galliera w Paryżu, w Kunst und Gewerbe Museum w Hamburgu czy Kunstgewerbemuseum w Berlinie. A to i tak nie wszystko. Przyglądając się zachowanym ubiorom widać dużą dbałość o szczegóły, ale też miękkość ubrań, co przekłada się na „miękkość” całej sylwetki. Pośród zachowanych eksponatów jest i oczywiście mała czarna sukienka (choć przydałaby się tu raczej liczba mnoga), która – co niestety najczęściej umyka – była suknią dzienną, nie wieczorową. Tzn. Chanel (podobnie jak inni) szyła też czarne suknie wieczorowe, ale przełomowe były właśnie te „zuniformizowane”, a przez to uniwersalne suknie dzienne. Świetnie sprawdzały się one – ok, ich kopie – na amerykańskim rynku. Tam właśnie projekty Chanel były bardzo lubiane, podobnie jak i ona sama.

Ale trzeba pamiętać, że w samej Francji zdecydowanie nie grała wówczas pierwszych skrzypiec. Nawet drugich. Na szczycie pozostawały takie domy mody Worth, Paquin, Lanvin. Ogromną popularnością cieszyła się też Jenny. Chanel nie była jeszcze wtedy w ścisłym kręgu śmietanki haute couture. I wiele wskazuje na to, że także formalnie nie należała do Chambre Syndicale. A jeśli już, to na pewno nie na stałe. Ewidentnie więc projektantka chadzała własnymi drogami, co nie przeszkadzało jej rosnąć w siłę.

Można uznać za niemal zabawne,  że lata 30. kojarzone z cięciami po skosie, hollywoodzkim rozmachem /eskapizmem paradoksalnie nie kojarzą się z Gabrielle Chanel. A to duży błąd – właśnie w tej dekadzie jej talent szczególnie błyszczy. Udowadniają to zarówno same zachowane ubiory, jak i zdjęcia kobiet – klientek ubranych w Chanel. Niestety zafiksowani na punkcie „małej czarnej” z 1926 roku nie umiemy tego w ogóle dostrzec i docenić. Szkoda.

Projekty Chanel, 1939; źródło

Nigdy nie dowiemy się jak wspominalibyśmy Chanel, gdyby faktycznie w 1939 roku zakończyła swoją działalność. Czy pamięć o niej zaginęłaby tak, jak stało się to np. ze słynną w swoim czasie Jenny? Bardzo prawdopodobne, gdyż w przeciwieństwie np. do Madeleine Vionnet, która także w tym czasie zamknęła swój dom mody, po przedwojennej działalność domu mody Chanel nie ma dokumentacji; bogate materiały od Vionnet trafiły zaś do Muzeum Sztuk Dekoracyjnych w Paryżu (obecnie MAD).  

Chanel jednak wróciła w 1954 roku do Paryża i do pracy, choć nie do firmy. Z nią się już przecież pożegnała. To, co pozwoliło Chanel znów pracować pod swoim nazwiskiem to firma Parfums Chanel założona w 1924 i prowadzona przez braci Wertheimer. Nie obyło się jednak bez walki, która chluby Francuzce z pewnością nie przyniosła. Podobnie jak i wojenny romans z Niemcem. Trudno się więc dziwić, że jej powtórny debiut przyjęto we Francji chłodno. Jednak, ponownie, jej projekty bardzo rezonowały z potrzebami i sympatiami amerykańskiego rynku. Dla amerykańskiej prasy Chanel była uosobieniem uwielbianego tam mitu kariery od pucybuta do milionera.

Powojenną działalność Chanel jako projektantki kojarzy się głównie ze słynnym kostiumem, który co sezon przybierał nieco inną formę, pozostając jednak rozpoznawalnym, „znakiem firmowym”. Ale przecież były i piękne suknie. Wiele z nich zdradzało echa new looku. Niestety pozostają nieznane szerszemu gronu. Znów szkoda.

Projekt Chanel, 1956; źródło

Ale nawet i to nie gwarantowało przetrwania dziedzictwa Chanel. Oczywiście były perfumy, ale wiadomo, że to nie to samo, co ubrania. W latach 70., po śmierci Coco kolejni zatrudniani przez firmę projektanci nie byli w stanie wykrzesać tej energii, która towarzyszyła projektom Chanel. Wydawało się, że zaprojektowany przez nią kostium wystarczy jedynie „odświeżać”. A jednak. Dodatkowo firma Chanel bardzo późno, właśnie dopiero w latach 70. dołączyła do grona domów mody, które oprócz haute couture projektowały także linię prêt-à-porter. Było więc co robić. Firma potrzebowała projektanta z dobrym planem i jednocześnie wyczuciem współczesności. W 1983 zatrudniono Karla Lagerfelda. Jak ta historia się potoczyła, to już wiemy.

Wciąż za to nie wiemy wszystkiego o działalność Chanel jako projektantki. Na tym polu są, stosunkowo, największe luki. Jak wspomniałem, zachowanych ubiorów nie jest aż tak dużo (najwięcej, co oczywiste z okresu powojennego), ale one nie są tak łatwo dostępne, jak artykuły w prasie. Problem polega też na tym, że biografowie to najczęściej dziennikarze lub historycy, którzy z reguły mają kompetencje w innych obszarach, niż rozumienie reguł krawiectwa haute couture.

Dlatego też tak bardzo, ale to bardzo, czekam na wystawę, która powinna już być otwarta wiosną tego roku, ale z oczywistych względów przesunięta została na jesień. Mam na myśli wystawę przygotowaną przez paryskie muzeum mody, Palais Galliera. Otwarcie wystawy jest planowane na 1 października. Zapowiada się spore wydarzenie. Będzie to pierwsza retrospektywa Chanel w Paryżu! Ubiory sprowadzone na wystawę pochodzą z muzeów i prywatnych kolekcji na całym świecie. Zobaczenie ich razem, w jednej przestrzeni, z pewnością pozwoli dostrzec nowe elementy w stylu/ twórczości Chanel.

Niestety boję się trochę, że to niewiele zmieni w sposobie myślenia o projektantce. Choć mimo wszystko mam nadzieję, że za rok o tej porze pojawią się nieco inne teksty na temat Chanel, uwzględniające nie tylko najnowsze rezultaty badań historyków i muzealników, ale i więcej samych ubiorów.

Niezależnie od tego polecam Wam wspomnianą książkę: Chanel: The Couturiere at Work, która zgodnie z tytułem koncentruje się na pracy projektantki oraz (jeśli jeszcze tego nie robicie) obserwowanie na Instagramie konta chanel_archive, prowadzonego z prawdziwą rzetelnością i pasją. Przyjemności!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s